Alicja Bachleda-Curuś

Alicja Bachleda-Curuś

Wywiady
i inne teksty

  Alicja o filmach i swoich rolach  

 

 

Granie w filmie "Pan Tadeusz" było dla mnie wspaniałym przeżyciem i niezapomnianą przygodą. Jakkolwiek stres związany z poczuciem odpowiedzialności towarzyszył mi przez większość czasu. Starałam się chłonąć każdą sekundę bycia na planie, obserwować ekipę, aktorów, pracę reżysera. Możliwość kontaktu z tak wspaniałymi ludźmi i uczestniczenia w takim przedsięwzięciu była i jest dla mnie wielkim wyróżnieniem. Co do postaci Zosi, starałam się przedstawić taki jej obraz, jaki miałam przed oczyma czytając "Pana Tadeusza". Chciałabym bardzo, aby pokrył się on z wyobrażeniami widzów, choć zdaję sobie sprawę z tego, że każdy posiada własny wizerunek mojej bohaterki.

Wypowiedź dla Vision Film Distribution Company.


To trudna rola, ale bardzo chciałam ją zagrać. Tak naprawdę jednak to ja nie gram tej roli, staram się być Zosią na planie.

Wypowiedź Alicji na temat roli Zosi we "Wrotach Europy"


Jaką Zosię zapamiętałam z "Pana Tadeusza"? Taką naiwną, troszkę bezmyślną. Dziecinną bardzo, zwiewną zjawę. Taką głupiutką dziewczynkę. Ale do pewnego momentu. Do chwili, gdy jest mowa o zaręczynach. Wtedy Zosia przechodzi metamorfozę. Z dziewczynki w kobietę. Starałam się zagrać właśnie taką Zosię. Czy udało się? Nie wiem. Nie mnie sądzić. Obawiam się, że muszę sprostać wyobrażeniom o Zosi aż 30 milionów Polaków. Każdy inaczej wyobraża sobie mickiewiczowską bohaterkę.


Zosia jest uroczą dziewczyną, która rzuca na wszystkich swój czar. Wiem, że muszę sprostać oczekiwaniom wielu milionów Polaków.

O roli Zosi w "Panu Tadeuszu"

 

strona początkowa

 

 

 


 

  O Alicji i jej rolach  

 

 

Najbardziej znana tegoroczna filmowa debiutantka, to, oczywiście, 17-letnia krakowianka - Alicja Bachleda-Curuś. Dla widzów jest przede wszystkim Zosią z "Pana Tadeusza", ale ożywiła też na ekranie drugą Zosię, Wańkowiczównę. Jej rola we "Wrotach Europy" Jerzego Wójcika była dramatyczna i dojrzała. Czas pokaże, jak potoczą się losy Alicji Bachledy-Curuś, ale ma ona niewątpliwie duży aktorski talent i wrażliwość, która w przyszłości też może zaowocować pięknymi rolami.

Rzeczpospolita


Alicja Bachleda-Curuś przypomina pastelowy obrazek nie z tego świata. Trudno zresztą wyliczyć kreacje "Pana Tadeusza", bo w tym filmie wszyscy wykonawcy, nawet grający epizody, wspięli się na wyżyny aktorskiego kunsztu.

Barbara Hollender - Rzeczpospolita

 

strona początkowa

 

 

 


 

 

Z planu filmowego "Pana Tadeusza"

 
 

fragmenty wywiadów z filmu Grzegorza Sadurskiego "Pan Tadeusz - impresja z planu filmowego"

 

 

 

Alicja o atmosferze na planie:  
 

- Według mnie jest bardzo, bardzo sympatycznie. Jest bardzo przyjazna atmosfera, bardzo sympatyczna ekipa. Jedyną trudnością jest trema - moja - przed zdjęciami. Ale próbuję sobie jakoś z nią radzić i myślę, że tego nie widać podczas gry. Cały czas jest ze mną mama, więc wspiera mnie na duchu, a tak, to można powiedzieć, że pomagają mi wszyscy.

Wersja dźwiękowa - RealAudio 3

145 kB, 30 sek., 40 kbps, 22kHz

58 kB, 30 sek., 16 kbps, 11kHz

 

 

 

Reżyser Andrzej Wajda o Alicji:  
 

- Nie ma i nie było takiej dziewczynki w naszym filmie - ona ma 15 lat (wywiad z 1998 roku - przyp. autora), więc mogę powiedzieć, że to jest dziewczynka - ale równocześnie ona ma ogromną dojrzałość - taką wewnętrzną, osobistą. To jest bardzo świadomy człowiek. I to nie było bez znaczenia. Chodziło o to, że to będzie widać na ekranie. Bo ona tutaj z jednej strony jest pokazana jako dziecko - tam biega po ogródku, bawi się z jakimiś dzieciakami, jakieś ptactwo tam karmi - a trzy sceny później mówi tak poważne i takie serio słowa, że się wydaje, że to jedno z drugim nie może się zgodzić - to albo jedno, albo drugie. Nie, właśnie i jedno i drugie.

 

strona początkowa

 

 

 


 

  Alicja nie może poszaleć  
 

wywiad udzielony dla Super Express'u

 

 

 

Alicja Bachleda-Curuś, którą znamy z roli Zosi w "Panu Tadeuszu", pracuje nad solową płytą. Gra także w tenisa i pasjonuje się trąbami powietrznymi.

 

- Dlaczego zaczęłaś grać w tenisa?

- Od dawna chciałam grać, ale nie miałam czasu na treningi. W końcu udało mi się go znaleźć. Bardzo lubię sport: jeżdżę na nartach, pływam i biegam. Podtrzymuję tym samym sportowe tradycje rodzinne. Bachledowie to przecież znani narciarze, a moja mama trenowała tenis w jednym z krakowskich klubów.

- Sport to jednak margines Twego życia. Po filmie przyszła kolej na nagranie płyty. Jakie będą na niej piosenki?

- Zawsze marzyłam, by nagrać profesjonalną płytę. Śpiewam przecież od dziecka. Gdy miałam osiem lat, wydałam swoją pierwszą kasetę z piosenkami dla dzieci, drugą pięć lat później. Po zagraniu Zosi w "Panu Tadeuszu" otrzymałam propozycję nagrania płyty. Będzie to płyta solowa, z muzyką pop o bardzo nowoczesnym brzmieniu. Myślę, że sprawię nią sporą niespodziankę. Dlaczego pop? Lubię słuchać tej muzyki, tak jak moi rówieśnicy. Jako nastolatka śpiewam dla nastolatków.

- Słyszałem, że otrzymałaś kilka propozycji od reżyserów z zagranicy, m.in. od Andrzeja Żuławskiego. Już się zdecydowałaś, u kogo zagrać?

- Nic nie wiem o propozycjach filmowych z zagranicy. Kilka ciekawych otrzymałam od polskich reżyserów, ale na razie nie mogłam żadnej przyjąć. Zbliża się koniec roku szkolnego i mam dużo nauki. Chodzę do drugiej klasy bardzo rygorystycznego liceum, nie mam żadnych ulg. Muszę się więc sporo uczyć, by przejść do następnej klasy. Wolny czas od nauki wykorzystuję na nagrywanie płyty. Film musi poczekać.

- Czy to oznacza, że do matury nie zagrasz w filmie?

- Może tak źle nie będzie. Jeśli tylko uda mi się wygospodarować trochę wolnego czasu, to chętnie przyjmę którąś z propozycji. Bez filmu byłoby mi ciężko żyć. Tak jak bez śpiewania. Chciałabym w przyszłości połączyć jedno z drugim.

- Czy po zdaniu matury pójdziesz do szkoły aktorskiej?

- Nie podjęłam jeszcze decyzji. Mam dużo czasu na zastanowienie się.

- A wiesz już, gdzie pojedziesz na wakacje?

- Prawdopodobnie nad polskie morze i gdzieś za granicę.

- Pragniesz, jak większość nastolatek, wystąpić kiedyś jako modelka?

- Może raz albo dwa razy... To zależałoby jednak od pokazu. Ale zawodową modelką nie chciałabym być. Wolę dawać coś z siebie, a nie tylko prezentować swój wygląd. Aktorstwo i śpiewanie wnosi więcej w życie niż bycie modelką.

- Czym się jeszcze interesujesz?

- Niezwykłymi zjawiskami przyrodniczymi, jak na przykład trąbami powietrznymi i wulkanami. Sama nie wiem, skąd wzięły się te moje zainteresowania. Może dlatego, że tata jest geologiem i również interesuje się tymi zjawiskami? Na szczęście nie pochłaniają mi one wiele czasu. Czytam na ich temat książki i oglądam filmy.

- Co jeszcze zmieniło się w Twoim życiu po roli Zosi?

- Stałam się znana i popularna, a to radykalnie zmienia życie we wszystkim. O dobrych stronach popularności nie będę mówiła, bo o tym wszyscy wiedzą. Ale są i złe strony. Jestem pod ciągłą kontrolą. Nie mogę sobie pozwolić na wiele rzeczy. Nawet na odrobinę szaleństwa.

Rozmawiał: Tadeusz Górski

 

strona początkowa

 

 

 


 

 

Śpiewam, śpiewam, śpiewam...

 
 

wywiad udzielony dla Universal Music Polska

 

 
 

- O ile wiem, udzieliłaś już ok. setki wywiadów. Powiedz, proszę, jakie pytania powtarzają się najczęściej, co najbardziej interesowało dziennikarzy?

- Pytania obracały się oczywiście wokół postaci Zosi. Interesowało dziennikarzy moje wyobrażenie Zosi, to po pierwsze. Potem były pytania odnośnie jakiegoś śmiesznego wydarzenia na planie, czegoś związanego z kręceniem filmu, no i oczywiście jak pracowało mi się z tak wielkimi aktorami i reżyserem tej miary jak pan Andrzej Wajda.

- Myślę, że odpowiedzi na te pytania znajdziemy w licznych wywiadach, publikowanych na łamach polskiej prasy. A powiedz mi, proszę, coś odwrotnego: czy jest takie pytanie, którego Ci nie zadano, a na które chciałabyś odpowiedzieć?

- Ja nie przepadam za mówieniem o sobie, nie lubię się za bardzo odkrywać. Staram się na każde pytanie odpowiadać jak najmniej, może nie wymijająco, ale bez odsłaniania się. Po prostu nie lubię mówić o sobie.

- W Twojej krótkiej, ale bogatej biografii artystycznej figuruje wiele konkursów, przeglądów, festiwali, w których brałaś udział i zazwyczaj zwyciężałaś. Powiedz, z którym z nich wiążą Ci się najmilsze wspomnienia i dlaczego?

- Myślę, że najmilej wspominam festiwal w Częstochowie w roku '94. To był mój pierwszy festiwal ogólnopolski, pierwszy kontakt z tak dużą publicznością i pierwsze tak duże zwycięstwo - zdobyłam tam Grand Prix i pierwsze miejsce w swojej kategorii. Wszystko spadło na mnie tak nagle - to był szok, ale bardzo przyjemny.

- A największa wpadka?

- Zdarza mi się zapomnieć tekstu. Zdarzało...

- W wyniku tremy?

- Myślę, że tak. Zdarza mi się to, kiedy za bardzo ponosi mnie emocja. Np. moim dziecięcym dużym hitem była piosenka "Nie załamuj się". Śpiewałam ją wiele razy, przez długi czas, na prawie każdej imprezie muzycznej. Byłam do niej tak przyzwyczajona, że pewnego razu, na jakimś festiwalu, zapomniałam nagle tekstu! Całego! Nic nie pamiętałam. Wyszłam na scenę i nic, pustka! I na poczekaniu zaśpiewałam trzy zwrotki - nic zbieżnego z oryginałem. Nikt się nie zorientował, oprócz oczywiście mojej Mamy. Ale to był ogromny stres!

- Masz w tej chwili za sobą doświadczenia z pracy na planie filmowym i w studiu nagraniowym. Który rodzaj pracy bardziej Ci odpowiada? Inaczej mówiąc - czy czujesz się bardziej aktorką czy piosenkarką?

- Powiem tak: nie czuję się ani aktorką, ani piosenkarką. Robię to, co jest moim hobby i staram się to jakoś łączyć. A jeśli padło pytanie, gdzie mi się lepiej pracuje, to myślę, że są to dwa różne światy - plan filmowy i studio. Mają one ze sobą bardzo mało wspólnego, ale i tu i tu czuję się bardzo dobrze.

- Przechodząc do płyty, którą wkrótce będziesz nagrywać - czy masz jakieś wyobrażenie, jak ona będzie wyglądać? Jakiej muzyki słuchasz, kogo podziwiasz?

- Byłam ostatnio w okresie poszukiwań. Odeszłam od mojej długotrwałej idolki - Celine Dion. W tej chwili mam dość mało czasu. Słucham głównie muzyki soul, jazzu, muzyki kołyszącej się. Myślę, że to mnie bardzo uspokaja i wycisza. Muzyka dla ucha - uważam, że jeśli czegoś słuchać, to właśnie czegoś takiego. Nie twierdzę, że do końca wyobrażam sobie siebie w tym klimacie, ale jeśli chodzi o słuchanie, to właśnie soul, jazz, funky.

- I w tym kierunku chciałabyś dążyć nagrywając - jeśli nie tę, to kolejną płytę?

- Tak, mam nadzieję, że kiedyś pójdzie to w tym kierunku. Na razie nagram to, z czym też będę się mogła utożsamić; myślę, że muzyka, która powstanie, będzie też "moją", mam taką nadzieję. A w przyszłości chciałabym trochę poszukać, poeksperymentować.

- Wspomniałaś, że jesteś osobą dość zamkniętą, że nie lubisz mówić o sobie. Ale może jednak dla nas opowiedziałabyś coś o domu, rodzinie, rodzeństwie, zwierzętach...?

- Jeśli chodzi o rodzeństwo, mam brata, który ma 22 lata, studiuje zarządzanie kulturą...

- Śpiewa?

- Nie, na szczęście nie. Ma wprawdzie świetny słuch, prawie absolutny, gra też wspaniale na gitarze i fortepianie, jest samoukiem, bardzo uzdolnionym muzycznie, ale śpiewa tylko przy goleniu. W ogóle żyje trochę z głową w chmurach, ponieważ od dziecka pasjonował się samolotami, robi kurs pilotażu i instruktora paralotniowego.

- Kibicuje Ci w karierze?

- On zawsze starał się mnie tak trochę "ocucać" i ściągać na ziemię. Zdarzają mu się słowa krytyki, ale wiem, że cieszy się z tego, że coś już osiągnęłam.

- Przyjaźnicie się?

- Teraz już tak. Był czas, kiedy oboje byliśmy w trudnych okresach naszego życia i nie do końca rozumieliśmy się. Brat jest starszy ode mnie o 6 lat. Ale teraz jest już O.K., mieszkamy nawet we wspólnym pokoju. Wielu to dziwi - mamy dość duży dom, a my właśnie mieszkamy razem i na razie chyba tak to zostanie. Bo bardzo lubimy wieczorami długo rozmawiać o życiu.

- I tam przeprowadzasz próby?

- Próby wokalne przeprowadzam na całej szerokości i długości domu. Śpiewam, gdzie tylko mogę i gdzie tylko się pojawię. Nawet mimo woli - śpiewam, śpiewam, śpiewam...

- Pochodzisz z rodziny o silnych tradycjach muzycznych?

- Tak. Tatuś był solistą w chórze studenckiego zespołu pieśni i tańca "KRAKUS". Mama tańczyła - była solistką w "SŁOWIANKACH". Jest to, więc rozśpiewana i roztańczona rodzina. A kuzyn mojego dziadka był słynnym śpiewakiem operowym, sławą na Podhalu, w Polsce i zagranicą.

- W tej chwili mieszkacie w Krakowie, ale rodzina pochodzi z Podhala?

- Tata pochodzi z Podhala, z Zakopanego, natomiast Mama jest rodowitą krakowianką, z dziada pradziada.

- Mama jest Twoim managerem?

- Tak, w tej chwili tak. Mama siłą rzeczy pełni tę rolę. Jest wspaniałym organizatorem, potrafi opanować i ogarnąć wszystko to, co się dzieje. Chociaż jest już trochę zmęczona tą rolą.

- Jaki jest Twój znak Zodiaku?

- Byk.

- Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy miały okazję rozmawiać, a na razie dziękuję Ci za spotkanie i życzę sukcesów.

Rozmawiała: Iwona Thierry

Dziękuję panu Cezaremu Romanowi za udostępnienie powyższego wywiadu.

 

strona początkowa

 

 

 


 

 

Kocham trąby powietrzne

 
 

wywiad udzielony dla VIVY

 

 
 

Pokonała setki rywalek, by zostać mickiewiczowska Zosią u samego Wajdy. Niebawem zobaczymy ją w kolejnym filmie i usłyszymy na płycie, jak śpiewa. I to wszystko osiągnęła nieśmiała nastolatka, prawie dziecko. Delikatna i wrażliwa, ale wie, czego chce.
I kocha trąby powietrzne.

 

- Czy zdarzyło Ci się, Alicjo, bywać w krainie czarów?

- Tak, ale o tej najbardziej baśniowej krainie nie chcę mówić. To jest moja prywatność związana z osobistymi uczuciami. One są tylko moje... Baśniowymi momentami w moim życiu były niektóre sceny z filmów, w których grałam. Do końca życia będę pamiętała jedną scenę z filmu pana Andrzeja Wajdy. To był polonez. Tańczyłam w drugiej parze. Świeciło słońce, było ciepło, wszyscy poruszali się w zwolnionym tempie. Kształty były trochę nieostre, słychać było wspaniałą muzykę pana Wojciecha Kilara. Wtedy na moment poczułam, jakbym była w innym świecie. To było coś niesamowitego.

- Pociąga Cię niesamowitość?

- Przede wszystkim dziwne zjawiska natury. Bardzo interesuję się tweesterami, czyli trąbami powietrznymi, huraganami. W obliczu tak wielkiej siły czuję się jak w innym świecie. Żeby zobaczyć zaćmienie Słońca, specjalnie na jeden dzień przerwałam swoje zajęcia w Warszawie i wróciłam do Krakowa. Bardzo żałowałam, że nie mogłam pojechać z bratem na Węgry, bo tam było stuprocentowe zaćmienie.

- Byłaś już świadkiem trąby powietrznej?

- Niestety, nie, ale śniły mi się takie trąby. Każda miała inną twarz: Coś do mnie dmuchały, coś mówiły. A ja stałam przy oknie i nie za bardzo wiedziałam, co to miało oznaczać.

- Czyje twarze miały te trąby?

- Nie umiałam ich rozpoznać. Ale miały usta i oczy. Żeby obserwować prawdziwą trąbę, musiałabym pojechać do Oklahomy.

- W górach masz za to halny.

- To mnie mniej interesuje. Ale za to zaczęłam uważniej przyglądać się chmurom. Przeczytałam parę książek na ten temat. Pewnie zawdzięczam to zainteresowanie bratu, który od lat profesjonalnie zajmuje się paralotniarstwem w aeroklubie krakowskim, pracował na wieży lotów na lotnisku i niedługo będzie pilotem. Interesuje mnie to, co mnie przeraża. Przerażają mnie chmury. Na przykład takie cumulonimbusy, które są chmurami burzowymi. One potrafią wciągnąć i zgnieść. Każda chmura ma swój komin. Szybując wykorzystuje się istnienie prądów powietrznych w kominie. Mój brat Tadeusz opowiadał mi, że jego koleżanka, lecąc na paralotni, znalazła się w takiej chmurze. Nagle wytworzył się komin powietrzny o długości paru kilometrów, który wessał ją do środka. Tam są pioruny, grad, zamarzający deszcz i takie ciśnienia, jakich żaden człowiek nie przeżyje.

- I po takich opowieściach nadal jesteś taka pewna, że właśnie to Cię interesuje?

- Tak, to mnie fascynuje, ponieważ jest niezwykłe. Chciałabym móc analizować i obserwować takie siły.

- Masz wrażenie, że tak wielkie siły przepływają także pomiędzy ludźmi?

- Myślę, że tak. Na zajęciach wokalnych u pani profesor Olgi Szwajgier zetknęłam się z dziwnym zjawiskiem. Pani Olga ma niespotykaną skalę głosu, niesłyszalną dla ucha ludzkiego, a także niezwykłe zdolności wyzwalania z ludzi energii w nich drzemiących.

- Twoją drugą pasją jest muzyka.

- Jako siedmiolatka byłam fanką Magdy Frączewskiej, która wydała kasetę dla dzieci. Potem sama zaczęłam śpiewać przy każdej okazji. Mama zauważyła, że się tym interesuję, więc zapisała mnie do teatru muzycznego dla dzieci i młodzieży, potem wygrałam Festiwal Piosenki Dziecięcej w Częstochowie.

- Wkroczyłaś wcześnie w życie artystyczne. W tym zawodzie często mówi się o zawiści. Czy Ty się już o to otarłaś?

- Akurat chodzę do liceum, gdzie uczą się również dzieci sławnych ludzi. One także odnoszą sukcesy w różnych dziedzinach artystycznych, dlatego moje osiągnięcia nie wzbudzają w nich zawiści. Chociaż czasami, nie ukrywam, że wśród moich rówieśniczek wyczuwam lekką zazdrość.

- A fajne rzeczy, jakie wynikają ze sławy?

- Najmilszą rzeczą jest chyba poczucie, że robi się coś niezwykłego. Oczywiście miłe są autografy, słowa pochwały, miły jest rezultat, jaki oglądasz na ekranie.

 

Pozowanie do zdjęć, bieganie po wybiegu, czekanie na telefon od reżysera - taka przyszłość mnie nie interesuje. Wolę być geografem.

 

- Nie boisz się pychy?

- Nie boję się o to, bo zawsze walczyłam z kompleksami. Poza tym mam duże oparcie w domu: w tacie, mamie, bracie. Oni za każdym razem sprowadzają mnie na ziemię.

- Jak?

- Mój brat - sześć lat starszy robi to w dosyć dobitny sposób. Mówi: "Jesteś za mała, nie wymądrzaj się".

- Masz ulubionego bohatera literackiego? Tylko nie mów, że to Zosia.

- Ostatnio miałam mało czasu na czytanie książek. Wcześniej moją ukochaną książką był "Tajemniczy ogród" i poezje Zbigniewa Herberta. Teraz, w czasie bardzo krótkich wakacji nad morzem, przeczytałam "Co gryzie Gilberta Grape'a" Petera Hedgesa. Ta książka zrobiła na mnie naprawdę wielkie wrażenie.

- A muzyka?

- Zawsze lubiłam Celine Dion. Nie dlatego, że zaśpiewała do "Titanica". Ja dużo wcześniej zachwyciłam się jej głosem, kiedy jeszcze była mało znana. Mam jej 20 płyt. Po raz pierwszy usłyszałam ją z tatą i oboje byliśmy urzeczeni jej sposobem śpiewania.

- Czy rodzice traktują Cię poważniej, odkąd zarabiasz i robisz karierę?

- Zawsze byłam za poważna jak na swój wiek. Wolałam spędzać czas ze starszymi od siebie. A rodzice traktują mnie dalej jak dziecko, nic się nie zmieniło pod tym względem.

- Nie dają Ci więcej luzu, nie mają większego zaufania?

- To nie tak. Rodzice wiedzą, że w porównaniu z moimi znajomymi jestem trochę do tylu z tą samodzielnością. Często wracam późno wieczorem z prób, nagrań czy występów - wtedy przywozi mnie mama albo brat. To nawet nie wynika z tego, że jestem teraz bardziej znana i narażona na zaczepki. Zawsze byłam trochę pod kloszem.

- Nie buntujesz się?

- Sporadycznie, ale przeważnie nie myślę o buncie. W związku z tym boję się, że gdy nastąpi już ten czas prawdziwej dorosłości, nie będę umiała być samodzielna.

- A jednak zauważyłam, że w momencie rozpoczęcia wywiadu Twoja mama dyskretnie zostawiła nas same.

- Tak, mamy taką niepisaną umowę, że gdy jestem przed kamerą czy nagrywam w studiu muzycznym lub udzielam wywiadu, mama jest gdzieś dalej, nie krępuje mnie, ani ja jej. Tak jest lepiej.

- Czego u siebie nie lubisz?

- Jestem podejrzliwa, przesądna. Chciałabym być bardziej kontaktowa, śmiała. Mam naturę samotnika. Niestety.

- Jaki masz stosunek do pieniędzy? Jesteś niezależna finansowo?

- Odkąd pamiętam, to zbierałam pieniądze - takie od dziadka, babci czy rodziców, za świadectwo z czerwonym paskiem czy w związku z urodzinami. Mówiłam, że zbieram na starość, co bardzo wszystkich śmieszyło. Teraz pieniądze z filmu - nie są to jakieś zawrotne kwoty - składam w banku. Ale nie mogę za bardzo nimi szastać. Rodzice sprawują nad tym nadzór.

- Masz jakieś tęsknoty?

- Wiem, że mam więcej, niż w tym wieku można mieć. Nie tęsknię za trzepakami, boiskami, bo nigdy tego nie chciałam. Nie mam ochoty spędzać czasu na dyskotekach, włóczyć się po Polsce, uciekać na koncerty. Wolę chodzić na lekcje śpiewu, na próby.

- Chcesz więc być aktorką czy piosenkarką?

- Najbardziej chciałabym śpiewać. Niedawno podpisałam kontrakt na płytę. Ale nie chciałabym, żeby to był mój zawód, bo jak stanie się chlebem powszednim, straci swój czar. Zawodowo chciałabym być geografem, jak również skończyć anglistykę.

Rozmawiała Anna Miller

 

strona początkowa

 

 

 


 

 

To Alicja będzie Zosią

 
 

fragment artykułu z "Gazety Wyborczej"

 

 
 

Szymon Hołownia: - Czy teraz myślisz sobie: czy ona jest taka jak ja?

Alicja Bachleda-Curuś: - Zosia to wrażliwość, kruchość, delikatność, ale i sporo naiwności. Chyba mam sporo jej cech.

- A jak zachowałabyś się w sytuacji, gdyby nieznajomy mężczyzna zaskoczył cię podczas pielęgnacji grządki z ogórkami? Zosia potraktowała Hrabiego dość radykalnie...

- Bo podeptał warzywa... Ja też wskazałabym delikwentowi ścieżkę - no przecież jak kocha, to nie musi od razu niszczyć grządki. Zosia przeganiając Hrabiego zachowywała się nieco kokieteryjnie, próbowała flirtować...

- O czym mogła marzyć Twoja rówieśniczka dwa wieki temu?

- Marzyła o miłości, ale nie była tego w pełni świadoma.

- Przyznasz jednak, że Tadeusz był postacią dość nijaką. Czy Twoim zdaniem Zosia dobrze wybrała?

- Jest pewien problem: Tadeusz jest opisany jako ktoś raczej przy kości. Chociaż... może mogłabym się i w nim zakochać. Bo nad uczuciem nie da się zapanować... Podoba mi się nieprzewidywalność Zosi, to że jest taka ulotna, "nie dopowiedziana" przez Mickiewicza. Lubię "pojawiać się i znikać".

- Uznano Cię za nieformalne ucieleśnienie ideału dziewczęcości. Czy ta sytuacja Cię nie przerasta?

- Owszem, ale chcę stawić temu czoła. Nie chcę myśleć, że "pokonałam" inne kandydatki, że to była licytacja. Każda z nas ma w sobie coś z Zosi.

Rozmawiał Szymon Hołownia

strona początkowa

 

 

 


 

  Ciemnooka Zosia  
 

przedruk wywiadu udzielonego dla Cinemy (10/99)

 

 
 

Nie myśli poważnie o aktorstwie, a ma już na swoim koncie kilka filmowych kreacji. Nie planuje kariery wokalistki, a nagrywa solową płytę. O tym, kim zostanie przekonamy się za parę lat. Dziś możemy oglądać ją w roli Zosi.

 

- Zanim trafiłaś do filmu odnosiłaś spore sukcesy na przeglądach i festiwalach piosenki. Twoja kariera zaczęła się więc od śpiewania. Chciałaś zostać piosenkarką?

- Nie myślałam ani o śpiewaniu, ani o aktorstwie. Traktowałam to wszystko raczej jako hobby. W ogóle nie myślę na razie o przyszłości.

- Ale czy po tych kilku wyróżnieniach i nagrodach nie pojawiła się myśl o profesjonalnej karierze?

- Raczej nie. Podobało mi się to, ale nigdy poważniej się nad tym nie zastanawiałam.

- "Pan Tadeusz" nie jest twoim pierwszym filmem - swoją przygodę z kinem zaczęłaś dużo wcześniej.

- Pierwszym moim filmem były "Tajemnice szkolnego dzwonka". Miałam wtedy 8-9 lat. Później był "Zwierzoczłekoupiór" Mikołaja Grabowskiego, potem "Syzyfowe prace", po nich "Pan Tadeusz" i "Wrota Europy". Występowałam jeszcze w teatrze, w spektaklu "Pilot i książę".

- To całkiem sporo, jak na "naście" lat! A jak właściwie zadebiutowałaś w filmie?

- Do "Tajemnicy szkolnego dzwonka" wybrano mnie i kilkoro innych dzieci spośród członków teatrzyku muzycznego "Akademia Pana Brzechwy". I tak to się zaczęło...

- W takim razie na casting do "Pana Tadeusza" wyruszyłaś już z pewnym doświadczeniem. Wiedziałaś przynajmniej, jak ustawić się przed kamerą.

- Na pewno tak, ale mimo tego stres był straszny.

- Ale udało się go przezwyciężyć?

- Tak, bo nie podchodziłam do castingu z myślą, że koniecznie muszę wygrać. Była to raczej przygoda, zabawa. Nie liczyłam na wiele, ponieważ wydawało mi się, że mam za ciemne oczy i włosy jak na Zosię. Ale postanowiłam przynajmniej spróbować, pokazać się.

- Pokazałaś się i teraz zobaczy Cię cała Polska.

- Boję się tego strasznie i nie chcę nawet o tym myśleć.

- Porozmawiajmy w takim razie trochę o stresie. Co poczułaś, kiedy już dowiedziałaś się, że zagrasz Zosię?

- Miałam poczucie ogromnej odpowiedzialności i świadomość, że wszyscy na mnie patrzą. Ale trzeba to było jakoś przeżyć, poradzić sobie i sprostać temu wyzwaniu. Zobaczymy, czy mi się to udało.

- A teraz pytanie, którego nie mogę nie zadać: kiedy po raz pierwszy, od dechy do dechy przeczytałaś "Pana Tadeusza"?

- W ósmej klasie. Przeczytałam dwukrotnie - za pierwszym razem troszeczkę z przymrużeniem oka, opuściłam przy tym parę fragmentów. Natomiast kiedy zaczęliśmy omawiać "Pana Tadeusza" z naszą polonistką to spodobał mi się ogromnie i przeczytałam go ponownie.

- Umiesz "Inwokację" na pamięć?

- Jasne, umiałam na pamięć połowę "Pana Tadeusza".

- Jak przygotowywałaś się do swojej roli? Zosia przecież nie jest gadułą i to jest jednak duże wyzwanie - więcej trzeba powiedzieć gestem i spojrzeniem, niż słowem.

- Tego akurat się nie bałam. W "Syzyfowych pracach" przez cały film powiedziałam tylko jedno zdanie: "Mama naprawdę jest chora". Grana przeze mnie postać Biruty przewija się przez cały film, natomiast mówi bardzo mało. Musiałam przez cały czas grać właściwie bez słów. To było trudne, ale myślę, że to mi bardziej odpowiada.

- Nie miałaś problemów z trzynastozgłoskowcem?

- Właściwie przebrnęłam przez to niezauważalnie, nawet się nad tym nie zastanawiałam. Nie wiem, jak to wypadło, ale za to byłam pod wrażeniem gry innych.

- No właśnie, jak współpracowało się z innymi? To przecież plejada najlepszych polskich aktorów.

- Denerwowałam się, czy im się spodoba, jak gram Zosię. Ale było tak wspaniale, miło, zabawnie i ciepło, że te nerwy gdzieś się ulotniły. Ze wszystkimi pracowało mi się bardzo dobrze, zwłaszcza z panią Grażyną Szapołowską, panem Markiem Kondratem i z Michałem Żebrowskim. Ze wszystkimi.

- A z Wajdą?

- Pan Andrzej jest bardzo ciepły, konkretny, tolerancyjny. Dawał mi dużą swobodę i pomagał naprawdę wiele. Niemal za każdym razem przyjmował to, co proponowałam.

- Widocznie, mimo tych ciemnych oczu trafiłaś w jego wyobrażenie o Zosi.

- Naprawdę nie wiem, mam nadzieję, że tak.

- Udzieliłaś już mnóstwa wywiadów i masz prawo być zmęczona zamieszaniem wokół twojej osoby. Z drugiej strony tak ogromne zainteresowanie mediów nobilituje w pewien sposób.

- Nie lubię udzielać wywiadów.

- Miło mi...

- Po prostu nie przepadam za mówieniem o sobie. Początkowo to było bardzo miłe, teraz traktuję to jako część swoich obowiązków, muszę to robić. Ale akurat dla CINEMY nie musiałam - chciałam.

- Ale teraz będzie jeszcze gorzej - premiera "Pana Tadeusza" tuż, tuż i nie opędzisz się od dziennikarzy. Poza tym zaczyna się szkoła.

- Szkoła i jeszcze premiera filmu "Wrota Europy".

- To kiedy do szkoły - od stycznia?

- Właśnie nie wiem, jak to wszystko pogodzić.

- Poza tym masz pewnie jakieś propozycje.

- Tak, ale najważniejsza jest teraz szkoła i wszystko inne na razie odstawiam. Dwie premiery, płyta - to i tak dużo.

- Dobrze usłyszałem - płyta?

- Tak, to będzie moja solowa płyta. Podpisałam już umowę i niedługo zaczynam pracę w studiu.

- W takim razie życzę powodzenia przed kamerą i przy mikrofonie i dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Artur Kosiński

 

strona początkowa

 

 

 


 

  Alicja Tamerlane-Curuś  
 

tekst, który ukazał się pod koniec kwietnia 2000 na witrynie www.30ton.com.pl

 

 

 

O Alicji Bachledzie-Curuś ostatnio nieco przycichło, ale to tylko cisza przed jej kolejnym szturmem, tym razem nie na kinowe, ale muzyczne listy przebojów. Alicja już nieraz miała okazję pokazać swój talent piosenkarski - jako śpiewające dziecko śpiewała już na wszelkich możliwych polskich i zagranicznych dziecięcych festiwalach piosenki, a także w programach telewizyjnych, m.in. w "Tęczowym music-boxie". Po sukcesie "Pana Tadeusza" jej piosenkarskim talentem zainteresowała się wytwórnia Universal. W efekcie w lipcu '99 Alicja podpisała kontrakt na trzy płyty długogrające, a jeszcze w zeszłym roku (1999 - przyp. red.) ukazał się singiel "Marzyć Chcę". W tej chwili Alicja pracuje właśnie nad pierwszym albumem w studiu nagraniowym w Krakowie, razem z Markiem Sośnickim. Coś Wam mówi to nazwisko? Jeżeli nie, to przypominamy, że Marek szefował kiedyś zespołowi Tamerlane, a ostatnio występuje w boysbandzie Hi-Street (to ten najniższy...). Z Alicją łączy go fakt, że jest producentem jej przyszłego albumu, a także kompozytorem piosenek, które mają się na tym albumie znaleźć.

Marcin Zamorski

 

strona początkowa

 

 

 


 

 

Poszukiwanie Zosi do "Pana Tadeusza"

 
 

fragment artykułu z "Gazety Wyborczej"

 

 

 

W końcu - stało się. Wieczorny telefon od przygotowującego casting Michała Kwiecińskiego: Zosia pochodzi z pospolitego ruszenia. Wybrano ją w poniedziałek. Konferencję prasową połączoną z uroczystą prezentacją wybranki wyznaczono na piątek. Sezon ogórkowy był w rozkwicie,więc stało się jasne, że nie da się tej elektryzującej społeczeństwo informacji zachować przez pięć dni w tajemnicy. Prosząc, grożąc i urządzając sceny rozpaczy, wymusiłem wreszcie na komisji, żeby jako incjatorowi poszukiwań Zosi zdradzono mi w środę rano nazwisko tej jednej. Pierwszym pociągiem pognałem do Krakowa. Z Zosią, którą okazała się być 15-letnia Ala Bachleda-Curuś, umówiliśmy się w kawiarni Noworolskiego w Sukiennicach. Miałem nieodparte wrażenie, że od samego dworca ciągnę za sobą jakiś ogon. Dziennikarz dziennikarza pozna zawsze, a fotoreportera w szczególności - po aparacie fotograficznym. Mama Ali, pani Lidia była przerażona, gdy zaproponowałem, żeby poszła sobie na zakupy, a ja w tym czasie porwę jej córkę. Ostatecznie, po wylegitymowaniu mnie, telefonicznym sprawdzeniu tożsamości i badawczych rzutach oka na wizytówkę, umówiła się z nami za godzinę, a my, chcąc wmieszać się w tłum, pognaliśmy na Floriańską, by zniknąć w odmętach tamtejszego McDonald'sa. Kiedy ja przy frytkach i cheesburgerach próbowałem ze świeżo upieczonej, przerażonej Zosi wydusić choć dwa słowa, po Krakowie biegali repotreży "Gazety", odwracając uwagę ode mnie i mojej rozmówczyni - tym sposobem udało nam się zgubić śledzącego nas dziennikarza. Gdy po godzinie krańcowo konspiracyjnej rozmowy wyszyliśmy rozemocjonowani na powierzchnię, nasz fotoreporter pognał z Alą pod Barbakan. Wrócili uśmiechnięci w samą porę, bo mama Ali akurat zaczęła odchodzić od zmysłów. Tekst rozmowy natychmiast przesłałem do Warszawy. Z pociągu zameldowałem o sukcesie. Świetnie - odparł szef - dajemy natychmiast na drugą stronę. Zbladłem. - Daj mi telefon do dystrybutora - rozkazał szef i po godzinie oznajmił wymęczony: - Co za kobieta! Ale dajemy natychmiast, bez nazwiska, za to z nazwą miasta. Stało się. W czwartek od rana przed domem państwa Bachledów kręcili się dziennikarze. O 11.53, pamiętam jak dziś, koledzy zawołali mnie. PAP właśnie podała w pilnej depeszy, że Zosię zagra Alicja Bachleda-Curuś z Krakowa, napisał też o tym "Super Express". Do konferencji, na której miało zostać ujawnione nazwisko przyszłej Zosi, zostały jeszcze 24 godziny. Tak znaleźliśmy Zosię.

Szymon Hołownia

 

strona początkowa

 

 

 

 

 

Zabrania się kopiowania materiałów z tego serwisu w jakiejkolwiek formie,
w całości, bądź w części, bez zgody autora tego serwisu.
Wszelkie prawa zastrzeżone.